Jednak dobrze wiedział,kto rzucał w jego stronę podobne odzywki i znał osobę,która w ten sposób kopała po plecach. Nie były to niewinne szturchnięcia tylko mocne uderzenia.
- Wstawaj dziwaku! Ile mam cię jeszcze budzić?! - głos wuja wyrażał lekkie zdenerwowanie.
Chcąc, nie chcąc, Harry wydał z siebie cichy jęk i otworzył oczy.
- Wstawaj! Co ty sobie myślisz? Nie jestem tu po to,aby cię niańczyć! - kontynuował swoją tyradę wuj. Kopanie wcale nie ustąpiło. - Masz pół godziny na doprowadzenie się do porządku! - zaczął wychodzić z jego pokoju.
Na odchodnym dodał:
- I ubierz się w coś czystego!
Chłopak przewrócił się na drugi bok. Jęknął z bólu, gdy wstał z łóżka i powlókł się do łazienki.
Po umyciu i przebraniu się zszedł na dół.
Czuł się lepiej niż rano,ale ciągle miał lekkie zawroty głowy i wrażenie,że brzuch związał mu się w supeł. Do tego doszedł jeszcze ból pleców,w które z wielkim powołaniem kopał wuj.
Na dole stał właśnie on. Wielkimi krokami przemierzył dzielącą ich przestrzeń i przycisnął Harry`ego do ściany.
- Piśniesz choćby jedno złe słowo do Marge,a nie wstaniesz z łózka przez tydzień - w tej chwili do pokoju weszła ciotka poprawiająca coś przy garniturze Dudley`a. - Pamiętaj o tym - dodał ciszej.
Podszedł do żony i pocałował ją w policzek. Zaczęli rozmowę o potrawach na kolację. Harry,słysząc to, o mało co nie zwymiotował.
Przestał słuchać i bezmyślnie wgapił się w okno.
Po pewnym czasie usłyszał dzwonek u drzwi.
Wuj podszedł do nich i otworzył gościowi.
- Marge,kochana! - powitała ją ciotka, po czym obie się uścisnęły.
- Straszne oberwanie chmury! - mówiąc to zaczęła potrząsać parasolką w celu usunięcia z niej kropel. Potem podeszła do kuzyna. - Dobrze wyglądasz, Dudziaczku!
Wcisnęła spasionemu kuzynowi w rękę banknot,a przez ramię rzuciła:
- Potter! Powieś mój płaszcz!
- Tak, proszę pani.
- Tylko go nie ubrudź! - praz chwilę przyglądała się Harry`emu. - A skąd ten siniak na twarzy?
Chłopaka zbiło to z tropu.
Wstrząsnęło nim nie tyle pytanie,ile wiadomość,że wuj przekroczył niewidzialną granicę. Złamał swoją zasadę, regułę. Przecież nigdy tego nie robił.
Bił go tak,żeby skutki tego można było ukryć pod bluzą.
Bił go tak,żeby...
- Wdał się w bójkę - jego rozmyślania przerwał wuj.
Pytające spojrzenie otyłej i kościstej ciotki powędrowało w stronę chłopca.
Vernon przejechał palcem po szyi. Nikt nie zauważył tego znaku.
Nikt, oprócz Harry`ego.
- No, pochwal się - zachęciła z us miechem na ustach Marge.
Nastolatek nerwowo przełknął ślinę. Nie wiedział, co powiedzieć.
- Oczywiście,że nie powie - pałeczkę przejął Vernon. - Chciał pobić jakiegoś dzieciaka. Na szczęście Dudley tam był. Musiał bronić słabszego.
- Jestem z ciebie dumna, Dudziaczku! - wcisnęła nieświadomemu rozmowy kuzynowi kolejny banknot,ale zmieniła temat. - Dobrze,że posłaliście go do Świętego Brutusa. Same z nim problemy! No,ale co będziemy stać w korytarzu? Chodźmy do stołu. Petunia na pewno przygotowała wyborną ucztę.
Ciotka połechtana takim komentarzem, popędziła do kuchni, zabierając ze sobą Harry`ego.
- Nakryj do stołu! Tylko niczego nie potłucz! - rozkazała,a sama rzuciła się do nakładania jakiejś potrawy.
Chłopak złapał naczynia oraz sztućce i wolny krokiem ruszył do jadalni.
Rozstawiał rzeczy na stole jednocześnie słysząc toczącą się rozmowę.
Ciotka rzuciła mu nieufne spojrzenie,gdy rozkładał talerze. Po chwili kontynuowała:
- Dobrze,że chociaż w domu się słucha - wuj przytaknął. -Powinien być wam wdzięczny za to,że go przyjęliście. Przecież mógł trafić do domu dziecka!
Mówiła dalej,ale on już nie słuchał.
Dawno wybuchłby i powiedział jej w twarz,co o niej myśli i całej tej rodzinie.
jednak nie miał ochoty narażać się na spełnienie obietnicy wuja.
Nie był aż tak głupi.
Wiedział,że sprowokowany jego zachowaniem wuj bije o wiele gorzej niż bijący go dla przykładu,żeby pokazać na co go stać...
<><><><>
Remus wszedł do mrocznego korytarza i szybkim krokiem ruszył w stronę kuchni.
Nie był zły za to,że Syriusz wezwał go tuż przed wartą. Po prostu nie chciał się spóźnić.
Wśród osób patrolujących Privet Drive tylko Mundungus Fletcher się spóźniał.
O ile w ogóle przyszedł.
- Cześć! Przepraszam,ale nie mam zbyt wiele czasu. Za pięć minut muszę iść - popatrzył na Syriusza trochę podejrzliwie. Było to trochę dziwne,że wezwał go tuż przed wartą.
- Witaj! Proszę cię o przysługę...
Z każdym słowem przyjaciela , Remus coraz szerzej otwierał oczy.
------------------------------------------------------------------------------
Muszę napisać,że nie jestem pewna czy następny rozdział będzie dodany.
Po prostu nie widzę zbytniego sensu w pisaniu tutaj tego skoro nikt tego nie czyta.
Nie znaczy to,że nie skończę tej opowieści. O nie!
Chodzi mi o to,że być może rozdziały nie będą się już tutaj pojawiać,a blog zostanie usunięty.
Nie wiem,czy też piszecie coś,ale świadomość,że nikt tego nie czyta nie daje żadnej determinacji,żeby pisać dalej.
Żeby było jasne - na pewno skończę opowieść,bo żal mi tego porzucać,ale...
Być może nie tutaj.
Być może nie.
Być może nie zobaczycie reszty mojej opowieści.
Wcale.
AmRadioactive
świetne!! :*
OdpowiedzUsuń