sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 1 ,,Groźba``

        Gdzieś z dala od domów, za zasłoną lasu, stał stary cmentarz. Kilka centymetrów nad ziemią pokrywała go gęsta mgła, która paradoksalnie tylko trochę zmniejszała pole widzenia. Miejsce wyglądało na nieporządkowane i nieodwiedzane od wielu lat.
        Nikt nie zdziwiłby się, gdyby nie znalazł tu ani jednej żywej duszy,dlatego bardzo niecodzienny widok stanowiła trójka osób stojąca pośrodku tego ogromnego i przerażającego cmentarza.
- Zabij niepotrzebnego - powiedział piskliwy głos wydobywający się z zawiniątka. Trzymał go niski i pulchny człowieczek o wodnistych oczkach.
        Czarodziej wykonał określony ruch swoją różdżką jednocześnie cicho wypowiadając inkantację zaklęcia:
- Avada Kedavra - z drewienka,które wyglądającego jak zwykły, zakrzywiony patyk wystrzelił jasny, zielony płomień, który szybko pędził w kierunku brązowłosego chłopca.
- Cedric! Nie! - krzyczał drugi nastolatek również o ciemnych włosach,lecz soczyście zielonych oczach. Już nie znajdował się na cmentarzu ale w swoim małym pokoju na Privet Drive.
        Drobny, strasznie chudy chłopak drżał.
        Znowu miał ten sam sen. I pewnie znowu krzyczał.
        Ta myśl sprawiła,że wstrzymał oddech nasłuchując jakichkolwiek odgłosów.
        Jego przypuszczenia sprawdziły się.
        Usłyszał trzeszczenie łóżka,a potem tupot stóp. Wiedząc, co za chwilę może się stać, instynktownie podbiegł do drzwi i zamknął je na klucz.
        Zdawał sobie sprawę,że to nie wystarczy,a wuj jest zdolny do wszystkiego tylko po to,żeby mieszkańcy Privet Drive nie dowiedzieli,że w ich domu mieszka nastoletni czarodziej, ani nie podejrzewali rodzinę Dursley`ów o używanie magii.
- Zamknij się, dziwaku,albo zaraz tego pożałujesz! - wykrzyczał wuj zza ściany jednocześnie mocno w nią uderzając. - Nie jesteś u siebie! - dodał.
         Chłopak poczuł niewysłowioną ulgę na myśl,że tym razem obejdzie się bez kary.
        W zwykłej rodzinie nikt nie groziłby mu, gdyby obudził się z wrzaskiem.
        Jednak on nie mieszkał w normalnym domu. Wiedział to od czasu,gdy pierwszy raz poszedł do Hogwartu. Zdążył się już przyzwyczaić do traktowania jak powietrze lub robaka z czego o wiele bardzie wolał to pierwsze.
        Przetarł spocone czoło i zaczął rozmasowywać sobie skronie,by jakoś zmniejszyć ból głowy,który niemal codziennie atakował go po tych koszmarach.
        Żeby nie wspominać o ciągle powtarzającym się śnie skierował swoje myśli na Hermionę.
        Jednak to nie był zbyt dobry wybór.
        Dziewczyna obiecała mu,że napisze do niego jak najszybciej. Jutro będzie mijał tydzień od czasu gdy pożegnał się z nią na stacji King Cross,dlatego czuł się osamotniony i zły za złamanie obietnicy.
        Wszyscy uczniowie wyczekiwali na nadejście wakacji, jednak on był wyjątkiem. Nienawidził spędzonego tutaj czasu,a gdy już go spędzał to z niecierpliwością odliczał dni do rozpoczęcia roku szkolnego.
        Tego lata coś się zmieniło.
        Niestety, nie na dobre.
        Od kiedy pamiętał, wuj wyzywał go, czasem bił, lecz trzymał się jakichś zasad o ile w przemocy takowe istnieją.
        Gdy pierwszy raz krzyczał przez sen, Vernon bardzo się wkurzył. Zbił go tak,że przez dwa dni chłopiec nie ruszał się z łóżka. Od tego czasu panicznie się go bał i starał zachowywać się jak cień.
        Zegar wskazywał wpół do szóstej,więc szybko zerwał się z łóżka,by zrobić śniadanie dla NICH. Nie chciał bowiem dostać manta od wuja za spóźnienie co tylko zwiększyłoby ból głowy. Było to dziwne,gdyż wcześniej starczył kwadrans,by minął.
        Zaczął zdejmować bekon i grzanki z patelni,gdy blizna potwornie go rozbolała. Przytrzymał się blatu,żeby nie upaść. Poczuł się strasznie słabo i zakręciło mu się w głowie. Postanowił szybko skończyć przygotowywanie śniadania i udać się do swojego pokoju.
        Nie dostał takiej szansy,gdy zobaczył ciotkę zmierzającą w jego kierunku z jakimś papierkiem w ręku.
        `No tak - pomyślał - Dzisiaj sobota`
- Oto twoja... - zamilkła na jego widok.
        Chłopak wyglądał na wyczerpanego. Sińce pod oczami tylko dawały do zrozumienia o małej ilości snu. Petunia chciała zaproponować mu,żeby poszedł do łóżka,lecz zobaczyła swojego męża,którzy rzucił jej znaczące spojrzenie. Od razu zreflektowała się. Chcąc zatuszować dłuższą przerwę, delikatnie chrząknęła.
- Tu masz listę - podała mu ją.
        Chłopak zauważył,że jest na niej około pięćdziesiąt punktów.
- Masz to skończyć około drugiej - tym razem mówił wuj. - Jutro przyjeżdża Marge i wszystko musi być skończone - dodał z naciskiem.
        Chwilę później wyszedł z domu.
        Harry nie okazał żadnego sprzeciwu tylko szybko zabrał się do pracy mimo,że czuł się fatalnie. W domu Dursley`ów nigdy nie zostałby zwolniony z obowiązków domowych nawet gdyby jedną nogą był w grobie.
        Wypełniał punkt po punkcie z długiej listy zadań i rozmyślał.
        Gdyby uniewinnili Syriusza nie musiałby spędzać wakacji na Privet Drive. Zacisnął pięści na tę myśl.
        Kiedy Dudley w końcu zjadł śniadanie, ciotka oznajmiła,że jadą po garnitur dla Dudziaczka twierdząc,że ze starego ,,wydoroślał``.
        Drzwi zamknęły się za nimi,a chłopak uświadomił sobie,że jest sam w domu. Nie pamiętał kiedy ostatnio miał cały budynek dla siebie. Wiedział też,że nie wykorzysta tej okazji na rozrywkę tylko na żmudne sprzątanie.
        Z zadowoleniem stwierdził,że ból głowy minął co ułatwiało mu prędkość porządków. Spodziewał się,że nie zdąży zrobić wszystkiego do drugiej,a wuj wykorzysta to,żeby się na nim wyżyć.
        To było jego ulubione zajęcie.
        Zaś ciotka miała manię na punkcie czystości. Jeśli zobaczyła choćby okruszek na blacie lub dywanie, robiła awanturę tak jakby ktoś podpalił dom. Oczywiście, podejrzenia były zawsze kierowane w stronę Harry`ego. Na początku bronił się ale gdy zauważył,że nie daje to żadnego efektu tylko jeszcze większą karę - przestał.
        Zegar wybił dwunastą,więc nastolatek zaczął pracować jeszcze szybciej,żeby zdążyć.
        Jego własne ruchy wydawały mu się wolne.
        Gdy zabierał się już do ostatniego punktu na liście, jakim było wyczyszczenie podłogi, usłyszał szczęk zamka.
        Zastygł w bezruchu, trzymając w ręku szmatkę, a kątem oka dostrzegł, kto wszedł.
        Wstrzymał oddech i modlił się,żeby wuj go nie zauważył. Jak na złość, wzrok mężczyzny powędrował od razu na chłopaka.
        Jak przez sen Harry pamiętał,co się później stało.
        Vernon bił go.
        Kopał w brzuch. Bardzo mocno.
        Uderzał głową Harry`ego o ścianę.
        Potem, wlokąc za nogi, zostawił w jego małym pokoju.
        Usłyszał jeszcze:
- Jeśli odstawisz jutro szopkę przy Marge to,co dziś ci zrobiłem będzie niczym w porównaniu z tym, co zrobię jutro.
        Potem zapadł się w ciemność, zapominając o bólu.
----------------------------------------------------------------------
Co o tym sądzicie?
Komentujcie, proszę =]

3 komentarze:

  1. Super! Czekam na nowy post z niecierpliwością! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też czekam na kolejne części! świetne :*

    OdpowiedzUsuń