piątek, 15 sierpnia 2014

"If this is to end in fire"

Hm... nie wiem od czego zacząć. Wypaliłam się. Tak mi się zdaje.
Ta historia... dużo dla mnie znaczyła, nie myślcie, że nie, ale by prowadzić bloga i pisać historię i czerpać z tego radość, trzeba ją lubić. A ta historia, mam wrażenie, że trzymała mnie w miejscu, nie mogłam nigdzie z nią ruszyć.
Już od dawna zastanawiałam się, jak wam o tym powiedzieć. Zwlekałam z tą decyzją, miałam nadzieję, że wena, szczęście i podekscytowanie związane z pisaniem tego powróci. I czekałam. Ale to nie nadeszło i nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek tak było.
Szkoda mi tego opuszczać. Pisanie o tym tutaj i kończenie tego tak "naprawdę" sprawia mi ogromny ból, to niewyobrażalne jak bardzo będę tęsknić za czymś, czego jeszcze najprawdopodobniej nie zaczęłam. Nie będę się rozpisywać, bo zgaduję, że najważniejszym pytaniem, jakie ciśnie wam się na usta jest: "czy to koniec?" Tak, zgaduję, że już nie powrócę do tej historii. Na początku, gdy zaczynałam pisać, miało to być coś super, ekstra, coś, co by mi sprawiało frajdę. Ale tak już nie jest. Nie wiem, być może pisanie nie jest po prostu przeznaczone dla mnie, albo po prostu oczekiwania przerosły rzeczywistość.
Nie będę przedłużać, ani zanudzać was długimi wyjaśnieniami, które zostawię dla siebie
Dziękuję za wszystkie komentarze i wsparcie, jakie mi dawaliście <3 p="">Może zobaczymy się jeszcze kiedyś, gdy zacznę coś nowego, chociaż bardzo w to wątpię.
Trzymajcie się wszyscy! ;*