sobota, 21 września 2013

Rozdział 8 ,,Okazja"

        Nie wiedział, kiedy zacząć.
        W czasie trwania posiłku prawie nic nie zjadł. Nie mógł niczego przełknąć. Ręce bardzo mu się trzęsły.
        Musiał w końcu TO zrobić, ale... nie wiedział nawet jak.
        W końcu usłyszał zwykły rozkaz:
- Potter! Naczynia!
        Nie zastanawiał się długo nad tym, co mówi. Wiedział, że to może być jego jedyna szansa.
        Rzucił krótkie:
- Nie.
        Po czym zaczął bujać się na krześle. Miał nadzieję, że z  zewnątrz wygląda to tak, jakby powiedział to od niechcenia i wszystko mu było jedno.
        Jego ciotka zareagowała zdziwionym:
- Co?!
        Harry wykorzystał tę chwilę zamieszania, żeby wziąć głęboki oddech na uspokojenie się.
        Nie mógł pozwolić na to, żeby cokolwiek zdradziło go, jak bardzo się denerwował.
        Oraz bał.
        Kilka chwil później natrafiła się idealna okazja do ucieczki. Już miał wyjść, lecz wuj nie pozwolił mu na to. Stanął na środku korytarza. Wyglądał zupełnie jak zwierz nie dający uciec swojej ofierze.
        Później jednak poszczęściło mu się. Tak zmanipulował ciotkę, że ta niemal wypychała go za drzwi.
         Pomysł z użyciem mugolskich przekleństw tylko ułatwił mu zadanie.
        `Ciekawe, co by powiedzieli, gdyby dowiedzieli się, że to od ich słodziuśkiego Dudziaczka znam takie piękne słownictwo` zastanawiał się przez chwilę.
        Ale tylko przez chwilę.
        Przecież nie mógł przepuścić takiej okazji.
        Rzucał usłyszanymi od Dudley`a ozdobnikami, jakby robił to od zawsze.
        Na koniec wystarczyło mu tylko oznajmić:
- Mam was głęboko w du*ie! Wszystkich!
        Tego wuj nie wytrzymał. Krzyknął:
- Won!
        Tak... Nie mógł przepuścić takiej okazji.
        Dla jeszcze lepszego efektu założył kaptur i wychodząc jak najmocniej trzasnął drzwiami.
<><><><>
        W jasnym pokoju pełnym tykających urządzeń stało duże biurko, przy którym siedziało dwóch czarodziei.
- Obserwowałem go już tydzień i myślę, że to nie ma sensu - mówił znudzonym głosem jeden z mężczyzn w czarnej szacie.
        Starzec spojrzał na niego znad okularów-połówek.
- Ty tak twierdzisz - powiedział.
        Czarodziej siedzący naprzeciw spojrzał na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- Nieważne - machnął ręką. - Zauważyłeś coś szczególnego?
- Oprócz tego, że chłopak nie wychodzi z domu...
- Nie o niego się pytam - warknął.
- Ale to nie jest normalne...
- W jego przypadku jest - uciął krótko.
         Po chwili spytał:
- A więc co z nim? Będzie sprawiał problemy?
        Mężczyzna niechętnie potrząsnął przecząco głową.
- Dobrze, bardzo dobrze - powiedział z pewną dozą satysfakcji.
        Spojrzał na wielki, mahoniowy zegar uczepiony na jednej ze ścian.
- Lepiej, żebyś już szedł, bo się spóźnisz - zaczął poganiać tamtego, a w następnym momencie z wielkim zainteresowaniem przeglądał papiery leżące na biurku.
        Jego rozmówca prychnął. Na tyle głośno, by zostać usłyszanym.
        Wstał z krzesła.
- Wiedz, Dumbledore, że gdyby nie Przysięga to nigdy bym tego nie robił! Nigdy! Rozumiesz? Gdyby ktoś się o tym dowiedział...
- Ale się nie dowie - rzekł spokojnie starzec, co jeszcze bardziej rozwścieczyło mężczyznę.
         Snape rzucił mu tylko nienawistne spojrzenie i szybkim krokiem wyszedł z pokoju.
-----------------------------------------------------------------------
Miałam dodać w sobotę i mi się to udało!
Przepraszam za późną godzinę, ale wcześniej nie miałam czasu zbytnio.
Mam nadzieję, że podoba się tekst.
AmRadioactive

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz